środa, 28 stycznia 2015

W poniedziałek usłyszałam od Natalii najbardziej motywujące zdanie tygodnia ,,nie miałaś jeszcze zdjęć w śniegu'':) Jako, że śnieg nie stanowi obecnie żadnego problemu, i nie jest jakimś szczególnym życzeniem niczym gwiazdka z nieba , można szaleć do woli.
Alternatywą dla całego zestawu stał się płaszcz spełniający się w roli dwa za jednym zamachem . Podwójny rękaw i asymetryczne przody, skutecznie potęgują wrażenie, jakoby była to kamizelka narzucona na sweter. Jednak nic bardziej mylnego! Aby choć trochę oderwać się od swojej mentalności skupiającej się na ciemnych i burych kolorach , założyłam intensywnie żółty komin. Do tego wygodne,sznurowane trzewiki i od teraz zima nikomu już nie straszna.
Zdjęcia : Paradise 


czwartek, 22 stycznia 2015

Nadszedł najwyższy czas na to, aby podsumować pewne rzeczy i grubą krechą oddzielić to co dotychczas działo się na blogu. A działo się i nie działo, mimo najlepszych chęci nie zawsze wygląda to tak ciekawie jakby się mogło wydawać :) Mam jednak do tego pewien sentyment, cieszy mnie pisanie i obmyślanie, a przede wszystkim szycie. Dzisiejsze zdjęcia wyszły wprost spod ręki,a raczej aparatu Natalii (Paradise). 
Aby nie być gołosłowną, uszyłam zarówno płaszcz, bluzkę jaki i spodnie.Płaszcz opisywałam jeszcze pod koniec 2013 r. , natomiast spodnie jak i bluzka są jeszcze stosunkowo ''młode'' ,gdyż powstały  kolejno latem i  wczesną jesienią. Chciałabym więcej uwagi poświecić spodniom, gdzie szerokość nogawki wcale nie jest przypadkowa a wręcz odwrotnie był to świadomy zamysł. Szerokie nogawki i dzwony ponownie przeżywają swój powrót z zaświatów modowej otchłani. Wśród mas uważane za szczyt obciachu, skutecznie wypychane przez wszelkiego rodzaju skinny jeans, nieśmiało próbują na nowo zostać zauważone. Na całe szczęście pozostają w mentalności boho i hippie maniaczek, ale nie tylko,gdyż żadna fashionistka nie poskąpi sobie tego zaszczytu. Osobiście jestem tym zachwycona i już jakiś czas temu przełamałam barierę o nazwie : nie, nigdy nie ubiorę dzwonów. 



sobota, 3 stycznia 2015

Właśnie taką zimę lubię - po prostu ciepłą. Bez zbędnego brnięcia w zaspach i śniegu, bez ubierania na siebie dziesięciu warstw swetrów, rajstop, kurtek i czapek. Kto by pomyślał, że jako wieczny zmarzluch wychodzę w zimie na dwór bez rękawiczek ? Coraz częściej patrząc przez okno, odnoszę wrażenie jakoby była to już wiosna, jednak skutecznie przemawia do mnie każde spojrzenie w stronę kalendarza :) Dzisiejszy post z pewnością mogę dodać do tych z serii ''na letniaka '', gdzie mimo tego,że wypadałoby ubrać szalik ,wcale nie trzeba go zakładać.Takim oto sposobem frazeologizm ''wilk syty i owca cała '' nabiera całkiem nowego, przyjemnego wydźwięku. 
Biały kołnierz w połączeniu z suknią nieodzownie sprowadza się do wizerunku Wendesday Addams. Oczywiście nie było to moim świadomym zamiarem, jednak zdjęcia mówią same za siebie :)